Oglądacze :)

niedziela, 27 grudnia 2015

Święta, święta i po...

Święta za nami. Mimo iż zdecydowałam się zostać i nie jechać do Polski na święta, czuję, że dobrze zrobiłam. Jestem szczęśliwa. Poznałam kilku nowych ludzi, spędziłam miło czas. Pierwszy raz grałąm w grę "Czy kiedykolwiek...".  Polegała ona na tym, że ktoś czytał pytanie na przykład "czy kiedykolwiek podkochiwałaś się w swoim nauczycielu?" i jeśli twoja odpowiedź brzmiała tak musiałaś się napić. Jeśli nie opuszczało się kolejkę. Pytania były różne i przy okazji można było się czegoś dowiedzieć o znajomych.

Wczoraj ćwiczyłam po krótkotrwałej przerwie. Nie może być przecież tak, će jak święta to w ogóle nic. Wzięłam się za przysiady no i się dorobiłam bólu tyłka. Dzisiaj poprawka z kardio i coś czuję, że jutro będę chodzic jak zombie. Nie ważne. Ważne, że efekty widać :)

Sylwester już za kilka dni. Trzeba poszukać jakiejś kreacji, kupić szampana i spisać swoje postanowienia noworoczne. Moim jest jeszcze bardziej podszkolić język, przypomnieć sobie angielski i bardziej się dokształcić. Ale o tym już chyba wspominałam :) ednak najważniejsze, muszę się przygotować do kolejnej z życiowych rół :) Trzeba się ogarnąć i jeszcze bardziej spoważnieć :D

Jeszcze niedawdno przyszło mi na myśl, że chciałabym jeszcze w tym roku zdobyć kilku nowych znajomych (na to zawsze się znajdą sposobności) i chociaż jednego przyjaciela. Szukałam wśród tłumu, a przecież był obok mnie :)I tu się sprawdza powiedzenie, że jeśli się czegoś na prawdę bardzo chce to to się spełni :D Ha ha ha Trzeba teraz dbać o tę przyjaźń :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Christmas time


Osatatnio rzadko tu zaglądam. Mam na głowie inne rzeczy. Jednak nie rezygnuję jeszcze z pisania. 
Niedawno byłam zawalona negatywnymi emocjami i musiałam się w końcu od nich uwolnić. 

Rodzina nalegała bym przyjechała na święta. Ja jednak nie czułam takiej potrzeby. Potrzebuję teraz spokoju, a wiem, że jadąc do Polski nie mogłabym go zaznać. 

W te święta jedna osoba dostała ode mnie prezent. Nie bezpośrednio z rąk do rąk. Nie zostawiłam po sobie śladu, nie było żadnej kartki, podpisu. Ta osoba domyśliła się tylko za pomocą kokardki :D Może wam się to wydawać dziwne ale tylko my dwoje wiemy o co chodzi. Sama dostałam prezent, którego najmniej się spodziewałam, ale jestem szczęśliwa. Na razie nie mogę zdradzić :) 

Dziś znów w tv można było obejrzeć "Kevina samego w domu". Już nie raz się zastanawiałam kto jeszcze chce to oglądać? Od wielu nieraz słyszałam " Znowu Kevin w święta, jakby nie mogli czegoś nowego puścić". Jeszcze nie słyszałam, by ktoś się cieszył z tego filmu. Więc dlaczego wszędzie w internecie można trafić na teksty typu: "film najchętniej oglądany w święta"?

Dziś też nie będę się za bardzo rozpisywać. Życzę wam zdrowia, spokoju ducha i dużo uśmiechu na codzień :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Po dłuższym czasie




Niedawno miałam urodziny. Ta data wyznaczała koniec mojego challenge’u –ćwiczenia na brzuch i pośladki. Boczki zniknęły, czuję twarde mięśnie ale mimo to brzuszek lekko odstaje. Za to z pośladków jestem zadowolona. Widać znaczną różnicę. Mimo iż, termin minął ja nadal ćwiczę i raczej tak szybko nie przestanę. Raz przesadziłam z ćwiczeniami pośladków. Po skończeniu nie czułam zbytnio bólu mięśni za to na drugi dzień, tak bolały, że bez tabletek przeciwbólowych i maści się nie obyło.



Na urodziny dostałam dużo prezentów, niektórych się zupełnie nie spodziewałam. Na przykład kartki z życzeniami od T-mobile, kartki z życzeniami z Polski, a także prezentu od kolegów ze szkoły. Te urodziny były wyjątkowe. Najlepsze od 4 lat. Nie z racji prezentów, bo one nie są dla mnie aż tak ważne. Po prostu spędziłam je w miły sposób, bez stresu. Poszłam też do restauracji z moim ulubionym jedzeniem :)



Dzień później wybrałam się na szkolenie z przedsiębiorczości. Pan, który to prowadził przekazał nam dużo motywacji jednak bez ukończenia lepszej szkoły nie bardzo mogę coś ze sobą zrobić. Postanowiłam się zapisać na kurs doszkalający. Porozmawiałam z kolegami z pracy, którzy podnoszą swoje kwalifikacje, pytałam o rady.  Na razie muszę odłożyć taki kurs do nowego roku. Dlaczego? Najpierw muszę ukończyć kurs językowy, żeby nie mieć na głowie więcej niż teraz.



Dziś o 18:45 na Polsacie będzie emitowany Mikołajkowy Blok Reklamowy. Już któryś rok z rzędu uczestniczę w tym wydarzeniu. Mnie to nic nie kosztuje oprócz poświęconego czasu, a może tak bardzo pomóc. Każdy z nas może zostać Świętym Mikołajem. Ja nim byłam w piątek w pracy. Nie dlatego, że jakoś pomagałam. Chciałam po prostu by było miło, fajnie. Ludzie w pracy się uśmiechali i o to mi głównie chodziło. Dostali też ode mnie czekoladowe kuleczki :)


czwartek, 19 listopada 2015

Busy, busy...


Każdemu może się wydawać, że jeśli ktoś jest sam to ta osoba ma mnóstwo wolnego czasu. Ostatnio zrobiłam sobie w domu biuro. Zaczynam organizować sobie czas, ustalać rzeczy do zrobinia, segregować je na ważniejsze,te  które trzeba zrobić już i te mniej ważne, które można odłożyć na później. Teraz czeka mnie kilka dni z napiętym grafikiem, trzeba wszystko poplanować. 


W ubiegłym tygodniu wpadło mi  w oko ogłoszenie o szkoleniu, dla ludzi, którzy chcą się rozwinąć, spróbować swoich sił w czymś innym. Niestety wyjechałam z Polski zaraz po maturze i nie zdobyłam konkretnego wykształcenia, a teraz trafia się okazja by się jakoś podnieść na wyższy szczebel drabiny zwanej "kariera". 


W ubiegłym tygodniu dopadła mnie kontuzja barku. Ból był porównywalny do całodniowego skurczu mięśnia. Żadne maści rozgrzewające nie pomagały. Pomógł dopiero plaster rozgrzewający przyklejony na cały dzień aczkolwiek nadal odczuwam minimalny dyskomfort. To nieprawdopodobne ile przyjemności może sprawić taki niepozorny plaster. Cały dzień jak na haju. Nie dość, że leczy to jeszcze wprawia w stan błogości. To tak jakby leżeć w wygodnym ciepłym łóżku, przykryta miękkim kocem. Trudno to opisać.


Skoro już mowa o wprawianiu w pogodny stan. Dziś mimo iż wyglądałam tak jak każdego innego dnia, bez nadmiernego makijażu, bez jakichś uleganckich ubrań usłyszałam miłe słowa od kogoś, od kogo usłyszeć ich się nie spodziewałam. Powiedział "Jesteś piękna". Zaczęłam się zastanawiać czy czasem czegoś nie knuje ;) Nie oszukujmy się, każda chciałaby to słyszeć codziennie

poniedziałek, 9 listopada 2015

Wyjątkowo



Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie na prawdę wyjątkowo. Jadąc do pracy zobaczyłam spadającą gwiazdę. Co? O tej porze roku? Jak to? Tak mnie to zaskoczyło, że nawet nie pomyślałąm od razu życzenia. Potem jakieś wymyśliłam. Miejmy nadzieję, że się spełni.  


Wsiadając po pracy do auta zauważyłam jakąś kartkę za wycieraczką. Kiedyś mi się marzyło znaleźć taką niawiadomego pochodzenia z jakimś miłym, tajemniczym tekstem (ewentualnie w skrzynce na listy). Okazało się, że to wizytówka biura podatkowego, która jakoś specjalnie nie jest mi do szczęścia potrzebna.


Uwielbiam zapach Calvina Kleina Euphoria. Tak się złożyło, że w jednym sklepie można było dostać taki pakiecik miniatur we w miarę przystępnej cenie. W związku z tym, że zbliżają się moje urodziny postanowiłam sobie sama zrobić prezent. W tamtym roku był nim drogi aparat... 

niedziela, 1 listopada 2015

Zaczął się listopad


Zapomniałam, że dziś jest Święto zmarłych. Przypomniałam sobie dopiero gdy wyszłam pobiegać i zobaczyłam halloweenowe dekoracje. Nie kupiłam nawet zniczy. Nie tylko dlatego, że nie ma mnie w Polsce ale też dlatego, że nie mam grobu moich Aniołków.  Wczoraj wystraszyłam się, że ich ojciec miał wypadek. Jechałam na zakupy do sąsiedniego miasta i widziałam rozbite auto podobne do jego auta. Zaniepokoiłam się, bo niedawno założył rodzinę, znów został ojcem. Dopiero gdy wyszukałam we wiadomościach lokalnych informacji o tym wypadku, uspokoiłam się. To nie był on. 



Dziś rozmawiałam z mamą przez Skype. Powiedziała, że mój brat nie rozumie i dziwi mi się, dlaczego nie chcę przyjechać na święta do domu. Byłam zaskoczona. Mamy z bratem dość specyficzne stosunki i każde jego zainteresowanie moją osobą wprawia mnie w zdumienie.



Minął już miesiąc odkąd zmieniłam nawyki żywieniowe i zaczęłam ćwiczyć. Tym razem (w przeciwieństwie do poprzedniego roku) w końcu widać efekty. Nie mam jeszcze super brzuszka ale czuję, że mam twarde mięśnie. Jeszcze tylko spalić nadmiar tkanki tłuszczowej. Po raz kolejny informuję, że nie chodzi o odchudzanie tylko obycie fit. Pupka też się poprawiła J Tylko co z tego? Ktoś, kto od dawna poprawia mi humor i troszczy się o to bym nie chodziła smutna, powiedział bym nie przejmowała się demotywującym gadaniem innych i dbała o swoje ciało dla siebie, dla własnej satysfakcji. Tak było. Ale jednak chciałabym by ktoś mnie bardziej motywował. Bym czuła się wyjątkowo, miała powód wstawać rano.



Obecnie moje życie jest monotonne. Codziennie praca, w poniedziałki szkoła. Czasami jakiś wypad za miasto ale głównie na zakupy. Nie chodzi wcale o ubrania-poprawiacze humoru. Na mnie to  nie działa. Jestem inna niż większość kobiet. Mnie zakupy nie uszczęśliwiają. Kupuję tylko to co jest potrzebne lub wyjątkowo mi się spodoba. Uciekam od tego świata w krainę książek. Czasami to pomaga ale nie zawsze. Taka ciekawostka, gdy byłam w gimnazjum, pani która prowadziła bibliotekę szkolną postanowiła przyznać mi nagrodę za największą liczbę wypożyczonych książek. Był to słownik lektur, który przydał mi się w dalszej nauce.  Jednak nie o tym chciałam teraz pisać. Czasami zastanawiam się, co jeszcze mi to życie przyniesie? Jak długo jeszcze będę sama w swojej twierdzy? Czy spotkam jeszcze kogoś, kto będzie całym moim życiem? Czy i kiedy zostanę jeszcze mamą? Przez człowieka, który mnie tu sprowadził, z którym spędziłam kilka lat niestety nie potrafię teraz szczerze powiedzieć komuś, że tęsknię, że kocham. Jakbym zupełnie wypaliła się z uczuć, a to co mówię jest powleczone niewidoczną otoczką „chyba”. Chyba tęsknię, chyba kocham… Wydaje mi się… Sama się łudzę. Mogę powiedzieć na 100%, że tęsknię i kocham tylko dwie osoby, których nawet nie widziałam, nie mogłam trzymać w ramionach. Moje dwie wymarzone córeczki: Madzię i Natalkę. Nawet najbliższym, którzy zostali w Polsce nie potrafię powiedzieć, że ich kocham, że tęsknię… Nie wiem co jest tego przyczyną…




Kiedyś bałam się samotności. Kiedy byłam pewna, że już mi to nie grozi znów zostałam sama. Znów strach powrócił. Nie rozumiem tylko dlaczego moi ex mówią, że jestem fajna, mądra, zaradna, ładna itp. a mimo to mnie zostawiają. Jeden nawet powiedział, że związek ze mną był najlepszym jaki miał. To po co do innej poszedł? Świat jest dziwny, nie potrafię go zrozumieć…

czwartek, 29 października 2015

Lista & autopilot...


Obiecałam ostatnio napisać listę rzeczy, które chciałabym zrobić przed śmiercią. Na chwilę obecną mam 31 punktów. Lista opisana po angielsku gdyż udostępniłam ją także na moim prywatnych Fb by moi obcojęzyczni znajomi również wiedzieli jakie mam plany. Może ich też tym zainspiruję :) Oto i ona:


Things I want to do in my life:
1. go on a self-defense course
2. write without looking at the keyboard
3. learn to ride on rollers
4. be able to do the splits
5. play bowling, billiards, paintball
6. go to the carnival
7. have a dog
8. sleep under the open sky
9. buy a house
10. fun in the wind tunnel (alternative to jump with a parachute)
11. visit London
12. climb the climbing wall
13. balloon flight
14. make someone a surprise party
15. gain a nice belly
16. go-carting
17. be in the recording studio
18. take part in the festival of colors
19. to donate bone marrow, save a life
20. see the Northern Lights
21. learn sign language
22. never take credit
23. figure out what I want to do in my life
24. catch a bride’s bouquet
25. take my mother to the Netherlands
26. learn to love my body
27. go on vacation with my brother
28. reduce my negative thoughts
29. enjoy the little things
30. give people a reason to remember my name
31. once again dance in the rain



Ostatnio łapię się na tym, że jadę na autopilocie. Często nie pamiętam jak wracałam z miasta lub z pracy do domu. Głowę  mam zajętą czymś innym. Jednak nigdy nie spowodowałam wypadku, nigdy nie pomyliłam zjazdu, zakrętu. Często myślę o tym co zdarzylo się w ciągu dnia, dlaczego wciąż powtarzają mi się pewne sny, dlaczego ktoś sprawił mi przykrość, dlaczego ktoś mnie przytulił, wziął na ręce... Czasami taki autopilot działa podczas sprzątania, biegania czy  nawet czytania książki. Kit, że nie wiem potem o czym było napisane na kilku stronach i muszę czytać jeszcze raz. Czy wy też działacie czasami na autopilocie? :)

wtorek, 27 października 2015

Działo się :)


W piątek przyszła mi w końcu paczka z Body & Fit. Cieszyłam się jak dziecko z zabawki pod choinką. Niby nic a cieszy. W końcu powinniśmy się cieszyć  z małych rzeczy (chociaż ta paczka gabarytowo mała nie byla :). Znalazłam niedaleko kurs samoobrony i chyba się na niego wybiorę. Albo na Krav Magę. Jeden kit, byle umieć się obronić w razie czego. W niedzielę znów wybrałam się pobiegać. Ledwie z domu wyszłam, a już mijało mnie autem 2 chłopaków i się uśmiali patrząc na mój tyłek. Faceci... Potem trochę posprzątałam dom (tak wiem, w niedzielę się powinno odpoczywać, a nie sprzątać ale co poradzić jak tyle energii było?). Przy okazji znalazłam to:


No cóż, nigdy nie mogłam się obejść bez kremu do rąk i pomadki do ust. Nie lubię uczucia napiętej skóry rąk o co nie trudno gdy pacuje się przy zakurzonych kartonach. Równocześnie nie lubię mieć suchych ust, które potem pierzchną i pękają oraz wyglądają nieestetycznie. Uwielbiam pomadki z Labello/Nivea, Mam też 2 z Catrice, błyszczyk i balsam/pomadkę z Gosh oraz permanentny błyswzczyk z Bell, który otrzymala w Joy box i mi kolor nie odpowiada. Ni to róż, ni to fiolet. Źle się zw nim czuję. 



Niedawno trafiłam na blog kroliczekdoswiadczalny.pl gdzie dziewczyna pisała o swoich planach do zrealizowania przed śmiercią. Postanowiłam sama taką zrobić, na razie lista jest "w konstrukcji", gdzy będzie gotowa to ją tu zamieszczę. Jedno co na pewno chcę się nauczyć to pisać nalaptopie bez patrzenia w klawiaturę, Piszę szybko ale bez patrzenia jeszcze nie daję rady.



Wczoraj miałam egzamin z języka, 3 moduł. Około 20 minut temu dostałam smsa od nauczycielki z wynikiem. Nie przypuszczałam, że tak dobrze mi pójdzie a zaczęłam się uczyć 2 dni przed :D HA ha ha. Zdolna ze mnie bestia :)

niedziela, 18 października 2015

I wanna run away...


Wybrałam się dziś pobiegać. Zbierałam się do tego jakiś czas. Kupiłam najpierw legginsy potem szukałam odpowiednich butów. Wczoraj umierałam na zawkasy (tak jak i dziś) więc nie ćwiczyłam nic. Dziś obudziłam się, wyjrzałam przez okno i stwierdziłam, że to dziś jest ten dzień. Najtrudniej było wyjść. Bo ludzie zobaczą, bo może będą zaczepiać. Zaczepiali ale tylko po to by powiedzieć DZIEŃ DOBRY chociaż się nie znamy. Ale tu nie ma się co dziwić, ludzie są przyjaźnie nastawieni zwłaszcza starsi. Sąsiad kilka domów dalej sprzątał w opgródku i się uśmiechnął :) 
A o to rezultat z pierwszego dnia biegu. 
Nie chodzi o to jak długo, nie chodzi o to jak szybko. Celem było przetrwać dany odcinek. Nie było łatwo. W pewnym momencie troszkę przegięłam i musiałam się zatrzymać. Ciężko się oddychało i kręciło w głowie. Mimo iż bolą mnie mięśnie i cięzko się poruszać to lubię ten ból. 

W końcu


Przydałaby mi się jeszcze jakaś dobra muzyka do biegania. Na razie słuchałam tylko takich do pośpiewania. Polecacie coś?


środa, 14 października 2015

O czym mówią sny?


Ostatnio notorycznie śni mi się, że mam iść do szkoły ale jest zła pogoda i zamiast iść na autobus postanawiam jechać swoim autem. To jest dla mnie śmieszny sen, ponieważ gdy chodziłam do szkoły nie miałam jeszcze prawa jazdy, a gdy już w końcu dostałam, nie miałam obecnego samochodu. Często śni mi się też ucieczka oraz spadanie. Kiedyś nawiedzały mnie realistyczne sny o wypadaniu zębów. Nawet czułam towarzyszący temu ból dziąseł. Podobno zęby śnią się na chorobę. Zniegło się to w czasie ze śmiercią mojego dziadka, który faktycznie dość chorował. Jednak nie wiem o co chodzi ze znem o samochodzie?

Miałam dzisiaj piękny sen. W zasadzie dwa, bo obudziłam się na długo przed budzikiem więc jeszcze dosypiałam. W pierwszym śnie b yłam na randce z młodym przystojnym chłopakiem. Starał się, był uprzejmy i tak dalej. Na końcu mnie przytulił. Z racji tego, że jestem żywą "przytulanką" ten sen mnie ucieszył :) Potem w pracy jeden kolega mnie przytulił, a po pracy ktoś inny zaproponował mi spotkanie w weekend. Można powiedzieć proroczy sen :D Drugi już taki nie był. W nim byłam znów matką. Tym razem miałam synka i mówiłam do niego "Niuniek" HA HAHA. Jakby żadnego porząnego imienia nie było... Ten sen się tak szybko nie spełni. Jednak marzy mi się córeczka, taka mała kopia mnie. Dwie już straciłam... Kolejnej straty nie zniosę. 

Jutro jest Dzień Dziecka Utraconego. Nie wiem jak go obchodzić. Mogę jedynie zapalić świeczkę i pamiętać, że kiedyś były. Są wspomnieniem,  częścią mego życia. Nie chcę o nich zapomnieć i nie pozwolę by to sią stało. Tęsknie i kocham chociaż nie dane mi było WAS zobaczyć

środa, 7 października 2015

Kilka słow w środku tygodnia...



Zacznę od tego iż ktoś mnie dziś zapytał czy do makijażu użyłam pudru czy się tak opaliłam. Zaskoczyło mnie to  pytanie. Ja prawie zawsze maluję tylko oczy, a na solarium dawno nie byłam. Wychodzi  na to, że jednak chrupanie marchewki regularnie się opłaca :)


W poniedziałek byłam na kursie i go zdałam. Nie pisałam wcześniej jaki to kurs. Jak widać na załączonym obrazku to był kurs na wózek widłowy boczny. Przeważnie faceci uczęszczają na taki kurs ale nie jestem jedyną która go ukończyła. Dziś rano na zebraniu kierownik działu powiedział 
o moim sukcesie i gratulował mi przy kolegach. Niby nic takiego, a było mi głupio. Nie wiedziałam jak zareagować. Słyszałam oklaski i kątem oka widziałam klaszczące dłonie ale wbiłam wzrok w podłogę. Nie przywykłam do pochwał. 


Czasami ludzie traktują mnie tak jakbym była przysłowiową "głupią blondynką". A co ma kolor włosów do intelektu? Jednak nie brakuje zwolenników tej teorii. Niektórzy doradzają mi, jak mam żyć, co powinnam zmienić, a tymczasem zachowują się tak bym czuła się gorsza od nich. Nie lubię jak ktoś mi się wcina w rozmowę, gdy nie jest o to proszony, a także gdy ktoś mi wmawia coś co nie miało miejsca.  W każdym razie oni mają swoje zdanie na mój temat, ja mam swoje i każdy nich się trzyma swojej wersji.  Nie mam zamiaru dyskutować z nikim i przekonywać, że mam rację. Wolę przemilczeć i mieć spokój. 



Lubię pomagać. Nie chcę w zamian pieniędzy ani nic materialnego. Wystarczy mi szczery uśmiech drugiej osoby lub miłe słowa. Sama nie lubię prosić o pomoc, wolę zrobić coś sama. Kilka dni temu zapytałam pewną osobę, czy mogę coś dla niej zrobić. Przyjęła moją propozycję. Potem się zastanawiałam czy aby na pewno dobrze zrobiłam ale wiem, że gdybym nie zapytała, męczyłoby mnie to, że mogłam pomóc a nie zrobiłam nic.

niedziela, 4 października 2015

Sposób na weekend


Byłam wczoraj na większych zakupach i w końcu znalazłam kilka rzeczy, na które od dawna polowałam. Między innymi czarne spodnie, spodnie do joggingu i bluzę misiaka. To z ubrań. Kupiłam też środek do odświerzania klimatyzacji, świecący kabel do telefonu, owoce i kilka innych produktów spożywczych. Wieczorem postanowiłam pobawić się  z klimatyzacją. Postępowałam zgodnie z instrukcją:


Na końcu powinno się wywietrzyć auto. Niestety tu gdzie mieszkam nie mam możliwości pozostawić otwartego auta na dłużej. Postałam i pilnowałam chyba pół godziny, a potem weszłam do domu.   

Dziś umówiłam się na ryby. Udało mi się samodzielnie 2 wyciągnąć. Jaką miałam radochę z tego osiągnięcia :D


 

Zaproponowałam by jechać moim autem żebym mogła je bardziej wywietrzyć po wczorajszym odświerzaniu. Przy okazji po raz kolejny zostałam pochwalona za styl jazdy :) Niestety jeszcze do tej pory czuć ten środek i są skutki uboczne jego stosowania. Nie powinno się go wdychać gdyż zawiera alkohol etylowy co powoduje złe samopoczucie, zmęczenie senność. Także dziś miałam niedzielę na lekkim "haju" przez wdychanie odświerzacza do klimy. Skutki następują dopiero po ponad pół godzinie jazdy. 

Jutro przede mną długi dzień. Wybieram się na kurs. Troichę się cykam jak zawsze przed jakimś egzaminem. Jednak podnoszę swoje kwalifikację, by mieć potem więcej możliwości. Jestem gotowa do działania 


piątek, 2 października 2015

Wkręciłam się :D


Wcześniej ćwiczyłam i nie miałam motywacji. Efektów też brakowało. Jednak teraz jest inaczej. Przeszłam w pracy na inny dział i tam koledzy oraz koleżanki często poruszają temat ćwiczeń, kto był na siłce, kto piej jakiego shake'a. Postanowiłam znów zacząć jednak tym razem wproawadiłam też do diety ponadnormalne (jak dla mnie do tej pory) picie około 2 litrów wody. Wcześniej nie przypuszczałam, że jestem zdolna wypić chociażby litr nie wliczając w to kawy czy herbatyt pitej notorycznie. A jednak coś się zmieniło. Juz po 5 dniach domowych ćwiczeń czuję i widzę minimalne efekty. Dziś dla przykładu czułam się nabuzowana, pełna energii. W pracy musiałam trochę poskakać i użyć swojej wagi by ugnieść kartony (trochę dziecięca zabawa). Potem miałam ochotę jeszcze pobiegać co w roboczym obuwiu nie byłoby zbyt efektowne. W domu zaczęłam przeszukiwać internet w celu znalezienia bardziej motywujących rzeczy, porad, diety. 

Nie ćwiczę po to by schudnąć. Chcę być bardziej fit. Jednym z małych sukcesów jest to, że w szafce od tygodnia leżą wafelki i wcale nie mam na nie ochoty :)

wtorek, 29 września 2015

Jedno słowo...


Czasami jedno słowo wystarcza by wyrazić to, co się czuje. Czasami jedno słowo wystarczy by wszystko zniszczyć. Boję się powiedzieć KOCHAM by kogoś nie stracić. Tak jest i teraz. Wiem, że to nie zauroczenie. Czuję, że to miłość. Po kilku latach znów potrafiłam to poczuć. Łatwo jest pisać, nie wymawiać słów. Zawsze wolałam opisywać to co czuję niż mówić. Papier wszystko zniesie. Znajdzie się na nim wszystko. Już kilka razy chciałam powiedzieć o swoich uczuciach a głos dosłownie uwiązł mi z gardle. Nie mogłam wypowiedzieć ani słowa. Myślałam, że nigdy nie będę w takiej sytuacji. 

Dla mnie czyny są ważniejsze niż słowa. Nie raz dawałam z siebie wszystko by druga osoba była szczęśliwa. Widziałam w jej oczach szczęście. Jednak wtedy to nie wystarczyło. Widocznie byłam za mało dobra, za mało się starałam. Wciąż biję się z myślami, zastanawiam czy aby na pewno dobrze postępuję. Męczy mnie to.  Nie chcę stracić tego co mam ale też nie chcę nie robić nic i potem żałować, że nie spróbowałam. Mogę za to dużo stracić. Nie lubię czekać ale w takim wypadku wolę postępować ostrożnie i powoli. Cierpliwość i nadzieja mnie teraz w ramionach trzymają.

sobota, 26 września 2015

Przy sobocie po robocie

 Byłam dziś w pracy, a prosto z niej udałam się na zakupy. Tak spontanicznie. Weszłam do jednego sklepu i oto co znalazłam:


Tak mi się spodobały, że nie mogłam się oprzeć. Taki spontaniczny zakup. Mimo iż jestem dorosła nadal tkwi we mnie dziecko ( jak i z resztą w każdym z nas), czasem kupię pluszaka albo kinder niespodziankę :) Bo jedną z zasad szczęścia to sprawianie sobie małych przyjemności :)

Kilka godzin później coś mnie natchnęło. Koledzy w pracy ćwiczą, chwalą się efektami, koleżanki też coś tam próbują to i ja (już po raz któryś) postanowiłam poćwiczyć. Moim głównym celem jest brzuch. Nie wygląda, źle ale zawsze może być lepiej :) Nie chodzi mi o to by się odchudzać tylko nadać lepszych kształtów, być FIT :D Lewandowska też ćwiczy, a nikt jej nie zarzuca, że jest szkieletem


Ja mam w planie 2 miesięczny challenge, tak do dnia swoich urodzin. Życzcie mi powodzenia  :)

czwartek, 24 września 2015

Misja naleśniki :D


Misja na dziś (przełożona z wczoraj przez nagły napad przeziębienia) NALEŚNIKI!!! Chodziły za mną już kilka dni no i pochwaliłam się w pracy. Przy okazji  mam przynieść kilka na jutro. W czasie ich robienia rozmiawiałam z mamą przez WhatsAap i popijałam Martini D'oro ze Sprite i lodem (tylko kieliszek więc bez zbędnych komentarzy). Całkiem przyjemne zakończenie dnia. Chociaż w ciągu dnia, podczas pracy miałam kilka minut paniki teraz jestem zrelaksowana. A za równe 2 miesiące moje urodziny. 

Na lepsze zakończenia dnia piosenka:

niedziela, 20 września 2015

Długi bezsenny tydzień...


Czasami jest tak, że kładziemy się z nadzieją, że szybko zaśniemy a kończy się na tym iż kręcimy się z boku na bok. Raz komuś powiedziałąm, że szukałam się po łóżku :) 

Zaczzęło się od bólu pleców w poniedziałek. Od samego rana zaczął mnie boleć kręgosłup. WS pracy dawałam radę, jedynie pod koniec już nie było za ciekawie gdy czułam jakbym miała wrażone szpilki. A tu jeszcze wieczorem do szkołu trzeba. Wytrzymaj 2,5 godziny siedzania z olącym kręgosłupem. Spróbuj potem jeszcze zasnąć. Następnego dnia koleżanka przyniosła mi jakiś silny lkek przeciwbólowy. W środę poszłam na leczniczy masaż kręgosłupa. Jakakolwiek forma masażu jest dla mnie formą relaksu więc myślałam, że w końcu sobie fajnie pośpię a tu lipa. I to notoryczne budzenie się w środku nocy. W końcu wpadłam na pomysł poszukania muzyki relaksacyjnej i znalazłam coś na sen:



Zdziwiona byłam gdy pomogło, nawet się nie obudziłam w środku nocy. Za to któregoś dnia miałam pewien sen. Aż do dziś nic mi się po nim nie śniło. 

Moim ojcem był Tom Hanks. On próbował powstrzymać robota (coś a la RoboCop) a ja uciekałam z około rocznym dzieckiem na ręku. To dziecko było moim młodszym bratem (chociaż w rzeczywistości mam starszego brata). Tyle, że ja nie chroniłam go jak braciszka ale raczej jak własne dziecko. Przytuliłam go, owinęłam swoim swetrem jego bose nóżki. Nie wiem skąd u mnie taki sen. Może to przez podświadome pragnienie dziecka, może tęsknota za tymi, które straciłam? Dziś jeszcze bardziej męczy mnie tęsknota za nimi... Ten ból, gdy chcesz powiedzieć, że kochasz bezwarunkowo, chcesz przytulić, a nie możesz...




Jedną z rzeczy, które w jakiś sposób mnie uspakaja jest szybka jazda. Niewiedzieć czemu czuję się wtedy wolna. Czasami są takie dni, że musiałabym jeździć w dłuższe trasy dzień w dzień ale wiadomo, trzeba chodzić do pracy... Niestety są tego minusy. Jednym jest oczywiście ryzyko wypadku aczkolwiek wiem, że żaden ze mnie Kubica ale jeździć umiem. Dziś odkryłam, że moje auto z przodu wygląda jak biedronka tylko kropki w białej wersji. Skąd takie coś? Z racji kamyszków obijających się o maskę... I co tu teraz z tym zrobić? 

niedziela, 13 września 2015

Kolejny udany weekend :)

Ten tydzień był dla mnie trochę zabiegany. Praca, szkoła, obowiązki... No ale kto tego nie ma? Dopiero dziś znalazłam chwilę czasu by w końcu poczytać jedną z książek, które przywiozłam z Polski. No i udało mi się zrealizować długo odkładaną sesję zdjęciową- jedno z moich marzeń. Efekty przerosły moje oczekiwania. Jednak zostawie je dla siebie :)


Wczoraj miałam okazję zjeść sushi w restauracji. To nie to samo co kupne. Pierwszy raz jadłam je będąc w ciąży (o czym dowiedziałam się dzień później). Niektórzy nie lubią, a mi przypadło do gustu. Także skoro dostałam zaproszenie, grzechem byłoby nie skorzystać :D 


Jakiś czas temu bałam się pisać o niektórych rzeczach, bałam się przyznać do tego, że piszę, bo "co ludzie powiedzą, wyśmieją mnie tylko". Ale przecież piszę to co czuję, to co myślę. W końcu każdy ma prawo do własnego zdania . Nie powinnam się tego wstydzić. Co innego gdyby ściemniała, a przecież opisuję faktyczne zdarzenia. Widocznie w końcu dorosłam do tego by się nie przejmować tym, co ludzie mówią. Ile ludzi tyle opinii i nie jestem w stanie wszystkich zadowolić, zachowywać się tak jak każdy by chciał. Jestem sobą, nie będę się zmieniać. Nie podoba się? Trudno. To już nie mój problem  :)


Lubię i chcę pomagać ludziom na tyle ile jestem w stanie. Nie zawsze wiem jak ale staram się. Teraz pracuję po to by zarobić, zagwarantować sobie zabezpieczenie na przyszłość. Kiedyś chciałabym mieć taką pracę by pomagać ludziom, czuć się potrzebna. 



poniedziałek, 7 września 2015

Fajniedziałek :)

Wczoraj koleżanka wyciągnęła mnie na zakupy. Byłyśmy w IKEA a potem na centrum. Weszłyśmy też do C&A. Pierwszy raz miałam tak, że weszłam do sklepu, zobaczyłam sukienkę na manekinie i pomyślałam "Już jest moja ". NIe jestem za kupowaniem rzeczy, które w danej chwili mi się nie przydadzą, ale z tą sukienką było inaczej. Może się zmieniam na starość  :) A oto i ona 



Niby nic ale dla mnie bomba. I tylko 19,90€. W ramach dodatku polecam lakier do paznokci N.Y.C. Pure Pastel 207. Jest na prawdę trwały, świetnie wygląda na paznokciach. 



Tydzień temu zaczęła się szkoła. I na mnie pszyszedł czas, jednak ja się uczę tylko języka. Masa nowych słów, nie wiem jak to ogarnę razem z nauką nowych obowiązków w pracy po zmianie działu :) Najważniejsze, że mam fajnego szefa ;)  Nie mogę zrozumieć uczniów, którzy narzekają, że znów trzeba siedzieć w ławce te kilka godzin, uczyć się itp. Ale spojrzeć na to z innej strony. Jak nie do szkoły to potem i tak się chodzi do pracy. System prawie ten sam. Trzeba rano wyjść z domu i spędzić poza nim kilka godzin. Tylko w szkole macie przerwy co 45 minut, a w pracy tego nie ma. No i za pracę płacą. Nie w tym sedno. Ale zrzędy i tak będą marudzić. Poza trym dziś poniedziałek. NIENAWIDZĘ PONIEDZIAŁKÓW- to nie tekst dla mnie. Ja właśnie lubię poniedziałki, czas szybko mi wtedy mija. Inni narzekają, że im się wolne skończyło. Nie dogodzisz...