Święta za nami. Mimo iż zdecydowałam się zostać i nie jechać do Polski na święta, czuję, że dobrze zrobiłam. Jestem szczęśliwa. Poznałam kilku nowych ludzi, spędziłam miło czas. Pierwszy raz grałąm w grę "Czy kiedykolwiek...". Polegała ona na tym, że ktoś czytał pytanie na przykład "czy kiedykolwiek podkochiwałaś się w swoim nauczycielu?" i jeśli twoja odpowiedź brzmiała tak musiałaś się napić. Jeśli nie opuszczało się kolejkę. Pytania były różne i przy okazji można było się czegoś dowiedzieć o znajomych.
Wczoraj ćwiczyłam po krótkotrwałej przerwie. Nie może być przecież tak, će jak święta to w ogóle nic. Wzięłam się za przysiady no i się dorobiłam bólu tyłka. Dzisiaj poprawka z kardio i coś czuję, że jutro będę chodzic jak zombie. Nie ważne. Ważne, że efekty widać :)
Sylwester już za kilka dni. Trzeba poszukać jakiejś kreacji, kupić szampana i spisać swoje postanowienia noworoczne. Moim jest jeszcze bardziej podszkolić język, przypomnieć sobie angielski i bardziej się dokształcić. Ale o tym już chyba wspominałam :) ednak najważniejsze, muszę się przygotować do kolejnej z życiowych rół :) Trzeba się ogarnąć i jeszcze bardziej spoważnieć :D
Jeszcze niedawdno przyszło mi na myśl, że chciałabym jeszcze w tym roku zdobyć kilku nowych znajomych (na to zawsze się znajdą sposobności) i chociaż jednego przyjaciela. Szukałam wśród tłumu, a przecież był obok mnie :)I tu się sprawdza powiedzenie, że jeśli się czegoś na prawdę bardzo chce to to się spełni :D Ha ha ha Trzeba teraz dbać o tę przyjaźń :)




